BALLADA O STU REZERWISTACH Drukuj Email

Gdy jesień nadeszła wieczorem nad miasto
Kiedy pożółkło już wszystko
Wyszło z wojska powoli na wolność nijaką
Stu rezerwistów

Stanęli na rogu myśleli co robić
Czy śpiewać czy wysłać sto listów
I weszło do knajpy zajęło sto krzeseł
Stu rezerwistów

I pili na umór rzygali pod siebie
To nic że wziął któryś po pysku
Toczyło się z knajpy śpiewało przez miasto
Stu rezerwistów

Gdzieś w parku pod ławką spał jeden a drugi
Na ławce śnił o tym co niskie
Pobiegło ulicą furkocząc chustami
Stu rezerwistów

Wtem stają jak wryci i patrzą przed siebie
Na niebo na gwiazdy tak bliskie
Pijanych wolnością rozpaczą i wódką
Stu rezerwistów

A pili na umór rzygali pod siebie
To nic że wziął któryś po pysku
Toczyło się z knajpy śpiewało przez miasto
Stu rezerwistów

Nie wiedzą co robić, czy zostać na ziemi
Czy wzlecieć i rzucić to wszystko
I stoi na baczność i czeka na rozkaz
Stu rezerwistów

Lecz rozkaz nie pada więc w końcu wracają
Do knajpy na żyto i czystą
W rozpaczy ostatniej upija się w trupa
Stu rezerwistów

I piją na umór rzygają pod siebie
To nic że wziął któryś po pysku
Wytacza się z knajpy gardłuje przez miasto
Stu rezerwistów

samotnosc
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież