Scena 10 Drukuj Email
dziecko

Na scenie ciemno. Światło po chwili się rozjaśnia i wydobywa z mroku Smoka. Jest sam, w jakimś ciemnym korytarzu.

SMOK - O rety, gdzie ja jestem? Pamiętam tylko, że uciekaliśmy przed Szerszeniem i biegłem i wpadłem do jakiegoś dołu i... (bezradnie) i dalej nie pamiętam... (rozgląda się) A gdzie jest mój przyjaciel Karaluch? Chyba pobiegł w drugą stronę. Mam nadzieję, że go nie złapał ten okropny Szerszeń. Kto by przypuszczał, że wędrówka może być tak niebezpieczna?
Ale teraz najważniejsze to się stąd wydostać. Stąd... to znaczy, skąd? (zastanawia się) Zaraz, zaraz. Wpadłem do dołu i chyba raczej z niego jeszcze nie wyszedłem. Nie widzę nigdzie wyjścia. Czyli muszę być w dole. Czyli pod ziemią. To jest jakiś korytarz i sam się nie zrobił. Ktoś go musiał wykopać. Czyli być może ten ktoś jest tutaj. Ale kto to może być? I czy pomoże mi stąd wyjść? A może to jest ktoś nieprzyjemny? Zawołać? Może lepiej nie?
Ale, ale... Pasikonik mówił, że ładnie śpiewam. Więc jeżeli zaśpiewam, to, nawet gdyby właściciel tego korytarza był kimś nieprzyjemnym, może nie zrobi mi krzywdy. A jeżeli jest to ktoś przyzwoity, to na pewno mi pomoże.

(śpiewa)

Taki jestem samotny, smutny i opuszczony
i nie ma tu nikogo, kto chciałby pomóc mi
błąkam się sam w ciemności, bezradny, zagubiony
straciłem radość, uśmiech, zgubiłem nawet łzy

Gdzieś tam jest świat, być może, lecz czy na pewno, nie wiem
tu tylko ściany czarne i zimne wokół mnie
a może już mnie nie ma i jestem tylko śpiewem
więc jeśli śpiew usłyszysz to przyjdź tu proszę cię

(mówi) Chyba słyszę kroki. Tak, na pewno! Ktoś tu idzie...

Z lewej strony wychodzi Turkuć Podjadek. Jest wielkości Smoka, owłosiony i ma wygląd raczej poczciwy.

TURKUĆ - A, witam, witam w moich niskich progach. Co pan szanowny porabia i jak się pan czuje? A rodzina zdrowa? Babcia? Ciocia? Nic cioci nie dolega?

SMOK (lekko zdziwiony) - Nie wiem, dawno cioci nie widziałem. Tak prawdę powiedziawszy, to ja nie mam cioci...

TURKUĆ - Ale co szkodzi zapytać? Jakby pan szanowny miał ciocię, to byłoby bardzo miło staruszce, gdyby pan później wspomniał mimochodem, że Turkuć pytał o jej zdrowie.

SMOK - Nie omieszkam. Gdy już będę miał ciocię. Ale ja w innej sprawie.

TURKUĆ - Ha, trudno! Tak jest niewiele stworzeń, z którymi można naprawdę kulturalnie pokonwersować. A już szczególnie tu, na prowincji.

SMOK - O, właśnie o to chciałem pana zapytać. Gdzie ja się właściwie znalazłem?

TURKUĆ - Ach, to zupełna dziura, grajdołek, powiedziałbym. Jest pan w korytarzu Turkucia Podjadka czyli moim.

SMOK - Nie chciałbym być nieuprzejmy, ale pana nazwisko trochę nieprzyjemnie mi się kojarzy. Mam nadzieję, że nie gustuje pan w smokach?

TURKUĆ - Ależ skąd! Ogólnie to przepadam za korzonkami, ale jadam je od spodu i stąd moje nazwisko. A smoków nie jadam z zasady. Jest pan, jak domyślam się, smokiem i zapewne stąd pana niepokój.

SMOK - Tak. Przepraszam, nie przedstawiłem się. Jestem Smok.

TURKUĆ - Bardzo mi miło. Turkuć Podjadek. Muszę panu powiedzieć, że rzadko ktoś tu do mnie wpada. Pan na długo?

SMOK - Hmm... Raczej wolałbym na krótko. Właśnie chciałem się spytać, jak się można stąd w miarę szybko wydostać.

TURKUĆ - Szkoda, wielka szkoda, że chce już mnie pan opuścić. Ale rozumiem, zapewne obowiązki wzywają?

SMOK - Zgubiłem swojego towarzysza podróży i muszę go jak najprędzej odszukać. Boję się, czy mu się coś nie stało. Zaatakował nas zły Szerszeń i uciekając przed nim straciliśmy się z oczu.

TURKUĆ - Ach, tak? Postaram się więc panu pomóc i wyprowadzić go jak najkrótszą drogą na górę. Ale mam małą prośbę. Słyszałem przed chwilą, jak pan śpiewał, bardzo mi się to podobało, ale też było bardzo smutne. Mieszkam co prawda tu na dole, w ciemnych korytarzach, lecz to nie znaczy, bym był ponury z natury. Lubię się czasem poweselić, pośmiać, a nawet poswawolić, choć może na takiego nie wyglądam. Czy nie zna pan piosenki, może weselszej, może nawet zabawnej, ale też miłej dla ucha, której wspomnienie mogłoby mi towarzyszyć, kiedy już pan się oddali.

SMOK - Tak w ogóle to raczej nie znam, ale mogę ułożyć. Tak jak tę poprzednią.

TURKUĆ - Ach, więc jest pan poetą! Tym bardziej nie wypuszczę pana bez piosenki!

SMOK - Skoro pan tak prosi...

śpiewa

Między nami się szwendają
i spode łba spoglądają
ponuracy
wszystko za złe innym mają
nigdy się nie uśmiechają
dziwni tacy

Dziury w całym wciąż szukają
i zębami też zgrzytają
ci dziwacy
Nie żartują nie śpiewają
ciągle tylko narzekają
jak maniacy

A dookoła wszystko się śmieje
Czy to na dole czy to na górze
Wiatr tańcząc z trawą w supeł się splątał
Obłok zakochał się w białej chmurze

Niesporczak pląsa w rytmie oberka
Stonoga raźno tupie nogami
Spod ziemi wyjrzał turkuć wesoły

SMOK i TURKUĆ (kończą razem)

A ponuracy gryzą się sami!

TURKUĆ - Stokrotne dzięki. Jestem naprawdę wielce zobowiązany. Proszę za mną. Zaprowadzę pana do wyjścia. I niech pan nie zapomni przekazać cioci życzeń od Turkucia. Oczywiście, kiedy już pan będzie miał ciocię...

Wychodzą. Światło przygasa.

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież