Scena 14 Drukuj Email
dziecko

Znowu po tej samej stronie kamienia co w scenie 12

KARALUCH - Smoku!

SMOK - Tak?

KARALUCH - Smoku. Brak mi słów. Nie wiem, jak mam ci dziękować. Po prostu.

SMOK - Ech, nie ma o czym mówić... Nic takiego nie zrobiłem.

KARALUCH - Uratowałeś mi życie!

SMOK - Ale to było chyba oczywiste. Zrobiłem, co mogłem, skoro coś mogłem zrobić. I to wszystko. Ale cieszę się niesamowicie, że cię na czas odnalazłem. To dzięki Skoczogonkom i Złotookowi, bo powiedzieli mi, gdzie cię szukać. No i dzięki panu Turkuciowi, bo pomógł mi się wydostać, kiedy wpadłem do jego podziemi. Jeżeli chcesz komuś dziękować, to raczej im.

KARALUCH - Smoku, jesteś bardzo skromny. Może nawet za bardzo, ale w końcu masz do tego prawo. Pozwól jedynie, że o coś zapytam.

SMOK - Tak?

KARALUCH - Czy chcesz nadal szukać Kogoś?

SMOK - A wiesz, zapomniałem o tym. Kiedy zginąłeś, myślałem tylko, jak ciebie odnaleźć.

KARALUCH - Ale już się odnaleźliśmy.

SMOK - No to już nie wiem. W tej chwili nie wydaje mi się to takie ważne. Lecz skoro już się coś zaczęło... Tylko, że teraz już zupełnie nie mam pojęcia, dokąd by można się udać. Nawet za szarozielonym kamieniem, gdzie, jak mówiłeś, można było liczyć na spotkanie z Kimś, znalazłem tylko Pająka. A on nie wygląda mi na Kogoś. Jeżeli w ogóle jeszcze nie został zjedzony.

KARALUCH - Taak... Wiesz co, myślę sobie, myślę i mam pewną propozycję. Zawróćmy.

SMOK - Jak to?

KARALUCH - Moim zdaniem, tego Kogoś, kogo szukasz, znajdziesz tam, skąd wyruszyłeś. W norce pod ostem.

SMOK - E, tam to na pewno go nie ma.

KARALUCH - W tej chwili nie ma, ale kiedy wrócimy, będzie na pewno.

SMOK - Skąd ta pewność?

KARALUCH - Jeszcze się nie domyśliłeś? Przecież mówię o tobie!

SMOK - O mnie?

KARALUCH - Tak, o tobie!

SMOK - Więc chcesz powiedzieć...

KARALUCH - Że moim zdaniem, ty sam jesteś Kimś!

SMOK (zakłopotany) - Oj, co ty wygadujesz?

KARALUCH - Mało kto byłby tak odważny jak ty. Tylko ktoś, kto jest naprawdę Kimś, mógł się na to zdobyć.

SMOK - Już ci przecież mówiłem...

KARALUCH - Zresztą, skoro mi nie wierzysz, możemy spytać kogoś innego. Hej, Skoczogonku! Co ty o tym sądzisz?

SKOCZOGONEK (wyłaniając się z trawy) - Właśnie się przysłuchuję i dziwię się, że nasz drogi Smok tak nisko się ceni. Nie wiesz, Karaluchu, wszystkiego. Nie było cię przy tym, gdy Złotook gadał różne niezbyt mądre rzeczy na twój temat. No, wiadomo nie od dzisiaj, że on sam nie jest zbyt mądry. Ale Smok o tym nie wiedział. I, co prawda, nie dał Złotookowi po nosie, jak ja bym to zrobił, ale tylko dlatego, że jest delikatnym, subtelnym artystą, jak powiada moja żona.

SKOCZOGONKOWA (obok Skoczogonka) - Pasikonik mówił o tym Pierwogonkowej, a ona mówiła to Mysiogonkowej, a ona...

SKOCZOGONEK - Wystarczy, moja mała. W każdym razie Smok, zamiast się wypierać znajomości z tobą, jeszcze nagadał temu świszczypale tak, że Złotookowi nie pozostało nic innego, jak zwinąć się w przyspieszonym tempie.

KARALUCH - No, Smoku drogi, już się nie wypieraj. Jesteś Kimś i każdy ci to powie. Może poza Pająkiem, Szerszeniem...

SMOK (przerywa mu) - Daj spokój, za dużo byłoby do wyliczania. No, niech już wam będzie. Wracam! Ale mimo wszystko nie uważam się za Kogoś. Wracam dlatego, że jednak ten szeroki świat jest trochę za duży dla takiego małego smoka jak ja. Może kiedyś znów się wybiorę w podróż. Ale to najwcześniej we wtorek.

KARALUCH - Wracam z tobą.

SMOK - To chodźmy. Dziękujemy wam, Skoczogonki.

SKOCZOGONEK - Nie ma za co. Cała przyjemność po naszej stronie. A zajrzyjcie po drodze, kiedy będziecie znów się wybierać w tę stronę.

KARALUCH - Będziemy pamiętać.

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież