Scena 2 Drukuj Email
dziecko

Druga strona dmuchawca. Pod dmuchawcem siedzi Karaluch. Nie jest on specjalnie brzydkim stworzeniem, ale pięknością też nie grzeszy. Na jego widok Smok staje jak wryty.

SMOK - O!

KARALUCH - Dzień dobry.

SMOK - Dzie... dzień dobry. Kto ty jesteś?

KARALUCH - Karaluch, do usług. Jeżeli, oczywiście, karaluch tak się może wyrazić. A ty kim jesteś i skąd się tu wziąłeś? Byłem pewien, że poznałem wszystkich mieszkańców tej okolicy w promieniu co najmniej dwudziestu trzech kroków, ale muszę przyznać, że się myliłem. Ciebie jeszcze nie znam.

SMOK - Ja jestem Smok. Z norki pod ostem.

KARALUCH - To ta stara norka została na nowo zamieszkana? Ale chyba od niedawna.

SMOK - Od bardzo dawna. Już będzie ze cztery dni, jak nie pięć. Nie jestem pewien, bo wcześniej byłem trochę za mały, by umieć tak dokładnie liczyć dni, ale teraz już jestem starszy.

KARALUCH - Hmm... No to rzeczywiście. Ale, ale, wydawało mi się zawsze, że smoki są dużo większe. Chociaż mogę się mylić.

SMOK - Smoki rzadko są większe. To znaczy, mogę jeszcze trochę urosnąć, ale najwyżej drugie tyle. I więcej nie ma potrzeby. A te duże smoki, tak duże, jak choćby ten dmuchawiec, to bajki. Nie mówiąc o większych.

KARALUCH - Skoro jesteś smokiem, to chyba wiesz, co mówisz. A czym się zajmujesz?

SMOK - Szukam Kogoś. Kogoś, kogo mógłbym podziwiać i lubić. Kto byłby naprawdę Kimś. I dlatego wyruszyłem w świat. (z nadzieją) A może ty jesteś Kimś? Wtedy już nie musiałbym szukać dalej...

KARALUCH - Chyba niestety muszę cię zmartwić. Wydaje mi się, że kto jak kto, ale ja nie jestem Kimś. Jestem zwykłym, przeciętnym Karaluchem. Co prawda, mój stryjeczny dziadek wywodził się z Karakonów, a pewien prapradziad przebywał na dworze sułtana jako Karaczan, ale to było dawno i nieprawda. Ostatnio mieszkałem w zacisznej szparce w Ciepłej Kuchni, ale musiałem się stamtąd wyprowadzić, gdy nastali nowi sąsiedzi: niechlujne, hałaśliwe Prusaki. Ja cenię sobie czystość, gdy tymczasem obok nich nie można było przejść nie zatykając nosa. A ta ich dzieciarnia! Łobuzy, jakich mało! Krótko mówiąc, ulotniłem się stamtąd w trybie przyspieszonym. Jak sam widzisz, nie jest ze mnie materiał na Kogoś.

SMOK - Trudno. A może wiesz, gdzie takiego Kogoś szukać? Początkowo chciałem wędrować na południe, ale spotkałem ciebie i, wybacz, lecz zaczynam mieć wątpliwości co do tego kierunku.

KARALUCH - Myślę, że jednak najlepiej będzie iść dalej w tę stronę. Po pierwsze: konsekwencja, po drugie: właściwie nie masz wyboru. Jeżeli pójdziesz na północ, to wrócisz tam, skąd wyszedłeś. Wschodni kierunek to dmuchawiec, pod którym właśnie stoimy. Na zachodzie natomiast leży gałąź, która ciągnie się jeszcze z pół metra. Zaś na południe jest wolna droga i, daleko, co prawda, ale jest tam duży szarozielony kamień. Jak słyszałem, za tym właśnie kamieniem można spotkać Kogoś.

SMOK - Masz rację. Idę na południe. (milknie, potem niepewnie) A nie chciałbyś pójść razem ze mną? Drogę pokazać, albo co. Nie, żebym się bał, ale we dwóch zawsze raźniej, a, chociaż mówisz, że nie jesteś Kimś, to wyglądasz na godnego zaufania i znającego się na rzeczy.

KARALUCH - Hmm... Tak prawdę mówiąc, nie mam akurat nic pilnego do roboty, przynajmniej przez najbliższe dwa dni. Gdybym z tobą się wybrał, byłaby to pewna odmiana. Raz na jakiś czas trzeba w życiu coś zmienić, gdyż inaczej stanie się ono nudne nie do wytrzymania. A poza tym zaciekawiłeś mnie. Idę, to jest, idziemy!

SMOK i KARALUCH (śpiewają)

Bo jeżeli wyruszać, to tylko z towarzyszem
Samotny na wędrówce niewielkie szanse ma
Towarzysz rękę poda i do snu ukołysze
A każdy ciężar przy nim podzieli się przez dwa.

Choć może czasem miło wędrować sobie solo
I taki sposób życia uroki pewne ma
Lecz szybko się tym znużysz i nogi cię rozbolą
A ciężar, który dźwigasz, pomnoży się przez dwa.

Więc jeżeli wyruszać, to zawsze lepiej w parze
I znacznie więcej zalet niż wad ten system ma
Dwa razy mniej jest smutków, dwa razy więcej marzeń
Szczęśliwą naszą liczbą niech będzie liczba dwa.

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież