|
Gdy jesień nadeszła wieczorem nad miasto Kiedy pożółkło już wszystko Wyszło z wojska powoli na wolność nijaką Stu rezerwistów
Stanęli na rogu myśleli co robić Czy śpiewać czy wysłać sto listów I weszło do knajpy zajęło sto krzeseł Stu rezerwistów
I pili na umór rzygali pod siebie To nic że wziął któryś po pysku Toczyło się z knajpy śpiewało przez miasto Stu rezerwistów
Gdzieś w parku pod ławką spał jeden a drugi Na ławce śnił o tym co niskie Pobiegło ulicą furkocząc chustami Stu rezerwistów
Wtem stają jak wryci i patrzą przed siebie Na niebo na gwiazdy tak bliskie Pijanych wolnością rozpaczą i wódką Stu rezerwistów
A pili na umór rzygali pod siebie To nic że wziął któryś po pysku Toczyło się z knajpy śpiewało przez miasto Stu rezerwistów
Nie wiedzą co robić, czy zostać na ziemi Czy wzlecieć i rzucić to wszystko I stoi na baczność i czeka na rozkaz Stu rezerwistów
Lecz rozkaz nie pada więc w końcu wracają Do knajpy na żyto i czystą W rozpaczy ostatniej upija się w trupa Stu rezerwistów
I piją na umór rzygają pod siebie To nic że wziął któryś po pysku Wytacza się z knajpy gardłuje przez miasto Stu rezerwistów
|
 |